Smartphone vs Homo Sapiens
Kiedyś na lekcji informatyki, mój nauczyciel obserwujący wyczyny mojego biurkowego sąsiada, bezsilnego wobec technik obsługi programu Excel, wykrzykujacego nieprzytaczalne frazesy w strone monitora, powiedział pamietne slowa – "komputer jest tak mądry jak ten, kto przed nim siedzi". Pomijając fakt, że istnieją osoby fanatycznie przywiązane do niestandardowych konfiguracji w rozplanowaniu przestrzennym swojego ciała na planie biurko-krzeslo, to zdanie wydawało się zawierać w sobie wiele prawdy i mądrości.
Jednak zaczęłam wątpić w jego sensowność oraz przekładalność na praktykę, gdy musiałam wygenerować pracę dyplomową przy pomocy Worda i jego darmowego zamiennika firmy OpenOffice. Te programy zdawały się zawsze mieć inną wizję dotyczącą zarówno wypunktowania, numeracji rozdziałów jak i pozycjonowania zdjęć. Niestety, innowacje, które one próbowały siłą wdrożyć w kompozycję mojej pracy, nigdy nie pokrywały się z moimi pomysłami co do jej wyglądu. Także moja pani promotor mało entuzjastycznie podchodziła do przedstawianych przez nie rozwiązań. Całą tę sytuację pogarszało to, że Word i OpenOffice Writer między sobą też nie potrafiły osiągnąć kompromisu. Podczas, gdy one kłóciły się o położenie zdjęcia, przesuwając je z jednej strony na drugą, ja traciłam dużo cennego czasu i jeszcze cenniejszych pokładów cierpliwości, które chciałam zachować na zmagania z biurokracją w sekretariacie wydziału. Dodać warto, że żadna z tych stron, o które kłóciły się programy, nie była miejcem, gdzie to zdjęcie według mnie być powinno.
To był dopiero początek moich wątpliwości dotyczących tezy o równym podziale umiejętności między człowiekiem a obsługiwaną technologią. Moment kryzysowy pojawił się w chwili, gdy w moich rękach pojawił się smartphone koncernu Nokia. Sama nazwa sugeruje, że jest on mądry, co wyklucza jego równość z niektórymi członkami społeczeństwa. Nie dość, iż sam tytuł daje mu przewagę, on wciąż jeszcze stara się udowodnić jak bardzo jest do przodu. A skubany gra nieczysto! Powiedziałabym nawet, że bywa przemądrzały i wyniosły, a nieraz najnormalniej wredny. Nie wystarczy mu przekonanie mnie-właścicielki o jego możliwościach, często próbuje zaaranżować sytuacje, w których zostaję przez niego publicznie upokorzona. By udowodnić swoją wyższość potrafi się posunąć bardzo daleko i niemal zawsze zachowuje przy tym przekonujące alibi, by winą obarczyć mnie. Używa do tego sprytnych trików, w których jego wielkim sprzymierzeńcem jest timing.
Gdy spokojnie odkładam Nokię do kieszeni, ona daje mi fałszywe uczucie bezpieczeństwa, by jak ją wyjmę zaszpanować w autobusie funkcją latarki, której nie potrafię wyłączyć. Zatem w wielkim stresie wchodzę w różne funkcję, których nazwy sugerują chęć pomocy. Ah nic mylnego, one starają się tylko zyskać na czasie i pławić w moim upokorzeniu, podczas, gdy poziom mojej baterii nieuchronnie spada w dół. Moja desperacja sięga zenitu, gdy nerwowo machając telefonem oślepiam współpasażerów autobusu, którzy niezasłużenie zostali wplątani w ten konflikt. Aż zaczynam się pytać innych homo sapiens o pomoc, lecz inteligencja mojej super smart komóry również ich przerasta. Co ciekawe, gdy kiedyś sama próbowałam odnaleźć funkcję latarki, Nokia ukryła ją przede mną najwyraźniej stwierdzając, że przebywanie w ciemnościach wzmocni mnie psychicznie. I, przysięgam, gdy pisałam ten felieton w słoneczny poranek, telefon zaserwował mi latarkę i to w momencie, gdy bateria oddawała swoje ostatnie tchnienie (chyba wiedział, że robię mu właśnie czarny PR i próbował mnie za to ukarać). W obu latarkowych przypadkach wykorzystałam jedyną znaną mi metodę, która stawia mój telefon do pionu i zmusza do okazania skruchy- stary dobry restart.
Jednak mój telefon, czyli najlepszy przyjaciel człowieka XXI wieku, znalazł sobie inny sposób na dokuczanie mi, w którym jest mistrzem i niemal zawsze udaje mu się mnie nim zaskoczyć znienacka. Dzięki niemu jest w stanie kontrolować moje życie towarzyskie i kontakty biznesowe. A jego specjalność to zawieszanie połączeń oraz włączanie zestawu głośnomówiącego. Jak to robi? Otóż dotykowy ekran posiadaja obydwie wyżej wymienione funkcje dokładnie w miejscu, gdzie styka się z uchem w trakcie rozmowy. Przypadek? O nie sądzę! Dzięki takiemu umiejscowieniu tych funkcyjek, moja Nokia podczas najbardziej intymnych rozmów w autobusie (w sensie, że ktoś mówi coś, co powinno być podmiotem dyskrecji między mną a moim rozmówcą) z uporem maniaka włącza całą konwersację na głośnik. Jestem zmuszona do krzyczenia w mikrofon, by mój rozmówca nic nie mówił ani też się nie rozłączał, przez co interlokutor traci zaufanie do mojej osoby oraz chęć do kontynuowania naszej pogawędki, a ja drżącym palcem staram się wyłączyć głośnik i zakończyć ten absurd. Próbuję tego dokonać, zanim ludzie znajdujący się w pobliżu pomyślą, że skoro sobie nie radzę z mądrym telefonem, to nie powinnam mieć dzieci ani prawa do głosowania.
Innym razem, co się zdarza najczęściej podczas rozmów o charakterze oficjalnym, włącza funkcje zawieszenia rozmowy. W trakcie przedstawiania mojego wspaniałego pomysłu pracodawcy, czuję się już niemal pewna, że zdobyłam szacunek i uznanie szefowej, bo aż jej mowę odjęło z zachwytu, a po minucie moich wywodów okazuje się, że rozmówczyni nawet nie jest w stanie ich usłyszeć, gdyż rozmowa została zawieszona. Dzwonię więc po raz drugi, tracę impet i przewagę wynikającą z zaskoczenia, wręcz walczę ze znudzeniem szefowej, co jest trudne, gdyż nie wiem, w którym momencie rozmowa została urwana i muszę część informacji powtórzyć. Oczywiście mój telefon nawet, jeśli nawet zna dokładny moment, w którym do tego doszło to i tak nie powie. Bo co to by był za fun dla niego?
Czasem zwykłe użycie jednego ciosu – funkcji mu nie wystacza, więc przygotowywuje mi zabójcze kombo w postaci naprzemiennego włączania obu funkcji, a jak mu humor dopisuje to nawet korzysta z obu naraz. Co uważam teraz o złotej myśli informatyka? Nie jest tak ponadczasowa jak aforyzmy o miłości i rodzinie. Technologia ją prześcignęła, a mi pozostaje się pogodzić z tym, że czasem posiadanie mądrego telefonu wiąże się z tym, że samemu wychodzi się na idiotę.
Marta Menel




